Po drugiej stronie Bosforu
Ostatni dzień w Stambule zaczynamy ostatnim śniadaniem — i dzięki Bogu. Mimo dużej sympatii do pani, która je przygotowuje, kolejny poranek z dokładnie tym samym
Ostatni dzień w Stambule zaczynamy ostatnim śniadaniem — i dzięki Bogu. Mimo dużej sympatii do pani, która je przygotowuje, kolejny poranek z dokładnie tym samym
Zdecydowanie wchodzimy do środka. Wewnątrz małe pomieszczenie, kilka stolików i lada, za którą stoi dwóch kolesi przygotowujących posiłki. Siadamy przy stoliku i obydwoje jesteśmy przekonani,
Budzę się od odgłosów zza drzwi. Nasza przemiła gospodyni już przygotowuje śniadanie dla hotelowych gości. Przez te kilka dni pobytu stało się to rytuałem. Pierwsze,
Wino smakuje genialnie, arbuz rozpływa się w ustach. Do tego wszystkiego pod nami błękit morza, nad nami błękit nieba. W oddali widać stambulskie wieżowce. Trudno
Kiedy tylko wchodzimy na pokład, statek odbija od brzegu. Co za wyczucie czasu! Podróż na wyspę układa się idealnie. Znajdujemy sobie miejscówkę na pokładzie
Niepozorny budyneczek w jasnym kolorze, z tablicą pamiątkową na ścianie. Co ciekawe, dom ten wyróżnia się na tle pozostałych – jest zadbany, a
Ala robi kilka kadrów, ja natomiast z ciekawością przyglądam się turystycznym instagramerom. Przez chwilę zastanawiamy się, w którą stronę pójść. Jednogłośnie stwierdzamy, że w górę
Na kartce mamy polecajkę kulinarną, którą w dniu naszego meldunku w hotelu dał nam recepcjonista. Ma być tam swojsko, tanio, bez turystów. Okazuje się, że
Schodzimy w dół. W pewnym momencie Ala mówi mi, że musi coś zjeść, bo kiepsko się czuje. Kiedy tu zmierzaliśmy, po drodze wstąpiliśmy na szklankę